Nagłówek reklamowy

niedziela, 8 czerwca 2014

"Para w ruch" - Terry Pratchett

     A zatem powracamy do Świata Dysku. Rewolucja przemysłowa trwa w najlepsze, a Moist van Lipwig i jego ukochana żona wciąż są bardzo ważnymi trybikami w skomplikowanej maszynerii Ankh-Morpork. Na scenę natomiast wkracza Dick Simnel. Jego ojciec był znakomitym kowalem, któremu jednak przytrafił się bardzo nieszczęśliwy wypadek podczas pewnych eksperymentów z parą wodną. Syn postanowił pomścić ojca i poskromić jej potęgę, a że kowalem był zręcznym, do tego - wykwalifikowanym matematycznie, ostrożnym i przywiązującym wagę do pomiarów - odniósł sukces, znacznie większy niż którykolwiek z jego poprzedników. Mianowicie stworzył w pełni sprawną i działającą - lokomotywę...
     Jednak sama lokomotywa może niewiele. Potrzebne są też tory... i duuużo pieniędzy, by te tory doprowadzić do innych miejscowości. Dick potrzebuje inwestora i udaje mu się zainteresować swoim pomysłem samego Harry'ego Króla. A kiedy już ten biznesmen się czymś interesuje i dostrzega w czymś potencjał, to można być pewnym, że interes wypali i przyniesie wiele brzęczących monet. Więc sytuacja "drogi żelaznej" malowała się w całkiem jasnych barwach i na tym można byłoby zakończyć filozofowanie, gdyby w sprawę nie zaangażował się Patrycjusz. Ten z kolei, jak zwykle mając oko na wszystko, co może być istotne dla Ankh-Morpork, nie mógł pozwolić, by kolej rozwijała się w sposób niekontrolowany. Więc Moist został oddelegowany na swoje trzecie stanowisko - nadzorcy projektu kolejowego.

środa, 4 czerwca 2014

"Myślenie ma kolosalną przyszłość" - praca zbiorowa

     W dzisiejszym odcinku prezentuję zbiorek, zawierający wybrane skecze, przedstawienia i piosenki Studenckiego Teatru Satyryków z Warszawy, z programów wystawianych w latach 1954-1957. Wyszperany za złotówkę na bibliotecznej wyprzedaży, skusił mnie oryginalną okładką i ciekawą na pierwszy rzut oka treścią. Poza tym, jak wiadomo, ukulturalniania się nigdy za wiele. Tak więc postanowiłem dać szanse tej niemłodej już przecież książeczce.
     Zacznijmy od plusów - największym jest chyba wstęp, z którego możemy poznać historię STS-u, docenić pasję tych ludzi, którzy absolutnie za darmo, po godzinach, na przekór trudnościom obiektywnym i mniej obiektywnym, sprawili, że pomysł teatralny się zmaterializował. Takie oddolne inicjatywy zawsze warto docenić i pochwalić. Da się także znaleźć przynajmniej kilka ciekawych tekstów - biurokracja jako obiekt satyry nadaje się zawsze i wszędzie, wyśmiewanie "kameleonizmu" politycznego, czy nadmiernej ideologizacji w życiu codziennym, obłudy i hipokryzji - również. Po przeczytaniu skeczu przedstawiającego "trudną" dolę agitatorów w zacofanych wsiach, miałem nadzieję, że reszta książki będzie prezentować poziom przynajmniej nie gorszy, co zapewniłoby mi sporą dawkę uśmiechu na podróż pociągiem. Ale...
     No właśnie, jest ale. Większa część tekstów, przynajmniej moim zdaniem, nie najlepiej znosi próbę czasu. Coś, co mogło być (i prawdopodobnie było) przyczyną licznych salw śmiechu, kiedy było wystawiane na scenie w latach 50., w obecnych, zupełnie odmiennych realiach, do tego pozbawione całej otoczki scenicznej, wywołuje co najwyżej lekki uśmiech od czasu do czasu, a częściej - chęć przekartkowania paru stron przy nieco dłuższych skeczach. I raczej nie wynagrodzą tego teksty piosenek Agnieszki Osieckiej czy Andrzeja Jareckiego - choć akurat im nie ma czego zarzucić.
     Być może spodziewałem się za dużo, być może w tamtych czasach wpływ cenzury był jeszcze zbyt przemożny, by pozwolić w pełni się rozwinąć studenckim talentom z Warszawy. W każdym razie książka nie dała rady mnie porwać, rozśmieszyć, wyjąć z pociągu i przenieść na widownię teatru. Ale to - mnie. Komuś innemu, jak najbardziej, może przypaść do gustu.

niedziela, 1 czerwca 2014

"Kraina Sto Piątej Tajemnicy" - Zbigniew Żakiewicz

     No cóż. Dzień Dziecka dziś, więc złamię regułę zachowywania kolejności i zamieszczę lekturę dla naszych milusińskich (dwie inne, już niekoniecznie dziecięce - w nadchodzącym tygodniu). Zetknąłem się z nią podczas któregoś z wyjazdów do Szklarskiej Poręby, czy była w bibliotece miejskiej, czy też w ośrodku Rzemieślnik (tak, kryptoreklama i w ogóle, bo sentyment z dziecięcych i młodzieńczych lat pozostał, nawet jeśli wystrój i atmosfera już nie taka wspaniała, jak kiedyś...) i spodobała się na tyle, by skutecznie zapaść mi w pamięć. A skoro tak, to przy okazji innych zakupów wytropiłem ją w internecie i zamówiłem sobie, by na półeczce sobie stała...
     Jest to zdecydowanie przeznaczona dla dzieci, i to nawet bardziej młodszych niż starszych, historia (momentami o budowie szkatułkowej) o tym, jak (chyba bezimienny) tatuś i jego córeczka - Asia, wykorzystując sto piątą kałużę przenieśli się do krainy, w której wszystko (albo prawie wszystko) dzieje się na opak. W wędrówce towarzyszą im kruk Ksawery Kiejstut oraz jamnik Jeremiasz, przeżywając różne dziwne i niekoniecznie zawsze miłe przygody. Już na samym początku na kruka napadł niejaki enklitek, stworzonko wyjadające czerń. I z kruczoczarnego kruka zrobił się biały kruk, w dodatku bardzo niezadowolony z tego faktu. Dla równowagi trzeba było odnaleźć proklitka (coś mi się wydaje, że autor się trochę na językoznawstwo zapatrzył, wymyślając te nazwy), który z kolei żywił się bielą... A po drodze - spotkać całą masę innych niezwykłych stworzeń - krowę morską, żywiącą się wyobrażoną trawą albo pingwina, który zamiast być lizanym, to sam wylizywał zimny psi nos. Niedługo po tym ostatnim spotkaniu wybieliła się i Asi sukienka - tym razem sprawcami zamieszania stały się błękitożerne dintojry, które skorzystały z chwili drzemki wędrowców. 

niedziela, 25 maja 2014

"Сагайдачный" - Zinaida Tułub

     Hmmm. Tego jeszcze na moim blogu nie było - książka w pełni obcojęzyczna, bo polskiego przekładu się do dziś nie doczekała, choć powstawała w latach 30, z przeróbkami w latach 50. Być może stanowi część dylogii, lecz pewności nie mam. A skoro tak - jako całość traktuję. A więc, zaczynając od samiusieńkiego początku - kim właściwie był tytułowy Sahajdaczny?
     Ci, którzy interesują się chociaż trochę historią Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ze szczególnym uwzględnieniem losów Kozaczyzny, na pewno ten przydomek znają. Dla tych, którzy się z nim nie zetknęli - Petro Konaszewicz, Sahajdacznym zwany, był jednym z najwybitniejszych przywódców kozackich, mającym olbrzymie zasługi dla Siczy, a jednocześnie - co dla niektórych może być trudne do pomyślenia - nie będącym wrogiem państwa polskiego.
     Książka przedstawia jego życie, zarówno "służbowe" jak i osobiste (w odpowiednio zbeletryzowanej formie), z wieloma wątkami pobocznymi, pozwalającymi lepiej odczuć atmosferę pierwszej ćwierci XVII wieku. Samego Sahajdacznego poznajemy, gdy przyjeżdża do jednego z kozackich chutorów, spotkać się ze swoją narzeczoną, Nastią i wręczyć jej cenne podarki zdobyte podczas ostatniej wyprawy. Wtedy też ma okazję dowiedzieć się o ciężkim losie kozaków z ziemi siwierskiej (wątek reprezentować będą przede wszystkim Daniła Korż z żoną Horpyną), którzy bezprawnie zostali zmuszeni do podporządkowania się świeżo przybyłemu na te ziemie polskiemu szlachcicowi. Ich próby dochodzenia swoich praw w sądzie były oczywiście skazane na niepowodzenie... Sahajdaczny ostatecznie odjeżdża do Kijowa, w ważnych sprawach politycznych, obiecując Nasti, że po nią wróci i zabierze, by tam, w Kijowie, mogła się nauczyć, jak być damą, godną małżonką kozackiego hetmana.

poniedziałek, 19 maja 2014

"Futbol i statystyki : dlaczego wszystko, co wiesz o piłce nożnej, jest nieprawdą" - Chris Anderson, David Sally

     Piłka nożna. Gra, którą znają miliardy ludzi na całej Ziemi. Fenomen XX wieku. Coś, co nie jest sprawą życia i śmierci - jest czymś o wiele ważniejszym, jak mawiał Bill Shankly, legendarny trener Liverpoolu. Teoretycznie nie powinna kryć w sobie, półtora wieku po spisaniu zasad, żadnych wielkich tajemnic. Jednak dwóch amerykańskich analityków, na podstawie wielkoskalowych analiz statystycznych (nierzadko obejmujących dziesiątki tysięcy meczów), dowodzą czarno na białym, że to, co przeciętnemu kibicowi przed telewizorem (albo na stadionie), a nawet działaczom i właścicielom klubów, wydaje się zupełnie oczywiste, w wielkiej skali wygląda zupełnie inaczej.
     Autorzy, ilustrując swoje tezy wykresami i podpierając obszerną bibliografią, zwracają uwagę na takie elementy futbolu, które mogą mieć kluczowe znaczenie dla odniesienia sukcesu w tej dyscyplinie sportu, lecz umykają uwagi osób zainteresowanych, nieprzyzwyczajonych jeszcze do mocy analizy statystycznej. A tymczasem już pierwszy wniosek, z jakim zapoznaje się czytelnik, jest dość szokujący. Autorzy twierdzą bowiem, że rola czystego przypadku w rozstrzygnięciu jakiegokolwiek meczu może nawet przekraczać 50%! I jeśli się dobrze zastanowić... nic w tym dziwnego. Błąd sędziego, powiew wiatru, nierówna kępka trawy, brutalny faul rywala - to wszystko może zadecydować o tym, że teoretyczny faworyt jednak musi obejść się smakiem, a uwzględnić tego w przedmeczowych rozważaniach - po prostu się nie da.